Dla kogo te Zeszyty?
Autor:
Maciej 'repek' ReputakowskiRedakcja: Jarosław 'beacon' Kopeć

Lipiec 2008 roku to zapowiadany termin wydania ósmej odsłony
Zeszytów Komiksowych. Zdążyliśmy już przywyknąć do ponad półrocznego trybu wydawniczego, który tym razem przekształcił się w tryb dziewięciomiesięczny. Miejmy nadzieję, że magiczna "dziewiątka" przełoży się na dobrze rozwinięty i dojrzały... efekt końcowy. Tymczasem, w atmosferze oczekiwania, cofnijmy się do wiosny i jesieni roku 2007, kiedy do naszych rąk trafiały dwa poprzednie numery jedynego na naszym komiksowym ryneczku periodyku o naukowych ambicjach.
Numer szósty, poświęcony Krzysztofowi Gawronkiewiczowi, można uznać za próbę monografii jednego z najbardziej cenionych polskich twórców, którego osiągnięcia doceniono zarówno w kraju, jak i za granicą. Określenie "próba" pasuje z dwóch powodów. Po pierwsze, osiem tekstów analitycznych z pewnością nie zdołało wyczerpać tematu, a po drugie – sam Gawronkiewicz nie narysował jeszcze ostatniego kadru. Jeżeli nie rozstanie się z komiksami, za dziesięć lub dwadzieścia lat będzie można poświęcić mu całą książkę. Jednak już szósty numer
ZK dowodzi, że współtwórca
Mikropolis mocno oddziałuje nie tylko na czytelników, ale i na badaczy.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Historie i interpretacje
"Gawronowe"
Zeszyty otwierają, tradycyjnie, wywiady – z głównym bohaterem oraz jego żoną, Edytą. Zwłaszcza ta druga rozmowa, prowadzona między kobietami (pytania zadaje Danuta Serkowska), pozwala poczytać o warsztacie komiksiarza "od kuchni". Usatysfakcjonowani powinni być zresztą wszyscy ci, którzy śledzą historię komiksu, gdyż najlepiej poinformowane osoby opowiadają o inspiracjach i genezie różnych projektów oraz planach na przyszłość. Ten sympatyczny wstęp stanowi tło dla ośmiu tekstów, które starają się z różnych stron "ugryźć" twórczość Krzysztofa Gawronkiewicza.
Niełatwe zadanie nakreślenia historii życia i dwudziestu już lat aktywności rysowniczej bohatera szóstych
Zeszytów podjął się Marcin Herman. Cofnął się do lat szkolnych, zajrzał do liceum i wspomniał spotkanie z Krystianem Rosińskim (siostrzeńcem autora
Thorgala), wskazał moment debiutu. W każdym z etapów przedstawione zostały ważne osoby lub wydarzenia, zaznaczono momenty kluczowe, które miały szansę wpłynąć na kierunki, w których podążał Gawronkiewicz. Herman zwraca też uwagę na różnorodność stylów "Gawrona", a temat ten rozwija Marcin Puźniak, odwołując się przy tym do spostrzeżeń innych badaczy. Krótki tekst
Jeden artysta, trzy style zawiera prostą, ale elegancką obserwację zróżnicowania graficznego poszczególnych komiksów i proponuje klucz do określania tej wszechstronności.
Wszechstronne podejście do rozmaitych aspektów utworów Gawronkiewicza zapewnia sześć artykułów, spośród których trudno jeden zdecydowanie wyróżnić (fragment
Komiksowej nostalgii autorstwa Michała Błażejczyka można przeczytać na naszych łamach). Każdy zwraca uwagę na elementy lub zjawiska, które poruszyły lub zaciekawiły jego autora i czyni to w sposób zajmujący, budzący zaciekawienie nowym punktem widzenia. Nieco słabiej wypada jedynie tekst Joanny Wydrych, analizujący dorobek bohatera numeru z perspektywy krytyki feministycznej. Narzędzie zastosowano dość chaotycznie, skacząc z tytułu na tytuł i szukając motywów pasujących do przyjętej tezy. W niektórych przypadkach efekty są ciekawe, ale przeważają obserwacje nieprzekonujące, wynikające z braku konsekwencji w stosowaniu feministycznego ujęcia lub nieuwzględnieniu innych, szerszych kontekstów (dość oczywistych, co widać w innych tekstach). Autorka więcej uwagi i zapału poświęca prezentacji historycznych i aktualnych wyzwań feminizmu, "gubiąc" po drodze Gawronkiewicza i zapominając, że nie jest on wyłącznym twórcą komiksów, na których widnieje jego nazwisko.
Część numeru poświęconą rysownikowi
Achtung Zelig! zamyka pełna lista publikacji i wystaw Krzysztofa Gawronkiewicza, a całość spajają krótkie komiksy, bez wyjątku nawiązujące do jego dzieł i wspierające "Gawronowy" klimat magazynu. W sumie szóste
Zeszyty Komiksowe to nie tylko próba monografii, ale również swoisty hołd dla jednego z najważniejszych polskich komiksiarzy.
Błędne koło po raz pierwszy
Na ostatnich kilkunastu stronach magazynu znalazło się miejsce dla dwóch recenzji oraz dwóch tekstów publicystycznych. Michał Słomka przybliżył
Aloisa Nebela, który w owym czasie dopiero czekał na publikację nakładem Zin Zin Press.
Zeszyty wspierały polską podróż Aloisa również w kolejnym wydaniu, a i my temu niezwykłemu tytułowi poświęcimy osobny artykuł. Druga recenzja powinna zainteresować miłośników Craiga Thompsona. Sebastian Frąckiewicz zachęca w niej do odkrycia korzeni autora popularnych
Blankets i sięgnięcia po
Good-bye, Chunky Rice.
Za część publicystyczną odpowiadają Grzegorz Ciecieląg i Wojciech Obremski. Szef Alei Komiksu w artykule
Burn-out? stawia tezę o wypaleniu czy też – w najlepszym wypadku – stagnacji szeroko rozumianego rynku komiksowego. Na przykładzie tego tekstu najlepiej widać podstawowy problem wynikający z cyklu wydawniczego
Zeszytów Komiksowych. Opublikowany w marcu 2007 artykuł odnosi się do sytuacji z roku 2006. Gdyby wdać się z nim w polemikę, ukazałaby się ona na łamach
ZK w grudniu 2007, a ewentualna odpowiedź… za miesiąc, licząc od dziś. Jeżeli już w marcu 2007 część obserwacji Ciecieląga mogła zweryfikować rzeczywistość, dyskusja z artykułem stała się bezcelowa.
Widać to również w odpowiedzi na negatywną recenzję
Krótkiej historii sztuki komiksu (z
ZK #5 autorstwa Marcina Puźniaka), jakiej udziela autor książki, Wojciech Obremski. Ten "list do redakcji" również mógłby spowodować ciekawą dyskusję, gdyż jest on niemalże modelowym przykładem tego, jak nie powinno się odpisywać na słowa krytyki. Argumenty na obronę uwzględniają m.in. powoływanie się na autorytety i wskazanie na swoją niską pozycję naukową. Podobno do debaty miały włączyć się inne osoby działające aktywnie w środowisku komiksowym, ale do dalszej wymiany poglądów na łamach siódmych
Zeszytów Komiksowych nie doszło.
Wycieczka w przeszłość
Grudniowy numer stanowi niemal całkowite przeciwieństwo swojego poprzednika. Rok 2007 obfitował w rocznice (wystarczy wspomnieć urodziny Thorgala i Tytusa na MFK w Łodzi), a redakcja postanowiła uhonorować najsłynniejszego polskiego szympansa oraz Jerzego Wróblewskiego i zapomniany nieco magazyn
Przygoda. Profil "siódemki" jest bardzo kronikarski, skupia się nie na analizie komiksów, lecz na ich charakterystyce w ujęciu historycznym.
To zresztą słuszna droga. Naukowa interpretacja nieznanych w zasadzie tytułów mijałaby się z celem. Dlatego Leszek Kaczanowski skupia się na przybliżeniu prasowych początków
Tytusa, a Adam Rusek i Marek Misiora opisują trudne losy
Przygody oraz specyfikę historyjek obrazkowych, które ukazywały się na jej łamach. Parę słów o fenomenie istnienia Tytusa na granicy fikcji i rzeczywistości dodaje Jakub Jankowski, ukazując niewyobrażalne dziś realia funkcjonowania zmyślonej małpy na styku prasy i przestrzeni społecznej.
Ogromną wartość numeru stanowią przedruki oryginalnych komiksów i fragmentów starych czasopism. Chyba po raz pierwszy w dziejach
Zeszytów Komiksowych aż tyle miejsca poświęcono samej historii, by mówiła za siebie. Całe plansze z
Przygody,
Świata Młodych czy paski z przygodami
Pana Dyndalskiego, pomimo zrozumiałych niedoskonałości druku, pozwalają przenieść się na chwilę w przeszłość i zobaczyć, co kiedyś było fascynujące, a dziś trąci myszką.
Bezprecedensowa wizyta u mistrza
Hitem "siódemki", a zarazem jednym z najważniejszych tekstów, jakie powstały dla
Zeszytów Komiksowych, jest jednak artykuł poświęcony Jerzemu Wróblewskiemu (jego
fragment można przeczytać na naszych łamach). Szacunek dla tego artysty i rolę, jaką odegrał w kształtowaniu się gustu i pasji, podkreśla wielu polskich twórców komiksu. Aż do grudnia 2007 roku brakowało porządnego opracowania, które przybliżałoby sylwetkę autora takich bestsellerów jak
Figurki z Tilos lub
Hernan Cortes i podbój Meksyku. Opowieść Macieja Jasińskiego czyta się z prawdziwą przyjemnością i to nie tylko za sprawą atrakcyjnej formy, uwzględniającej szereg ciekawostek z życia mistrza komiksu realistycznego. Jeśli ktoś kiedyś, choćby idąc za apelem redakcji
ZK, podejmie próbę monografii Wróblewskiego, ten tekst będzie można uznać za jej kamień węgielny.
Skoro mowa o działaniach bez precedensu, Michał Błażejczyk, redaktor naczelny
Zeszytów, podjął się zadania zrecenzowania antologii tekstów
Komiks i jego bohaterowie, która była owocem sympozjum zorganizowanego przy MFK w roku 2006. Do tekstu Błażejczyka jeszcze wrócę. Tutaj pozostaje mi obowiązek wspomnieć, że taka reakcja na wysiłek grupy naukowców jest ze wszech miar godna pochwały.
I kontynuacji.
Rozważania z perspektywy czasu
Rok temu w recenzji piątego numeru
Zeszytów napisałem: "Zbadać stan badań nad komiksem w Polsce - oto temat, który mógłby stać się kanwą ambitnej pracy magisterskiej. Mógłby, gdyby istniała w Polsce katedra komiksoznawstwa, czyli instytucja z urzędu zainteresowana taką problematyką. Niestety, dzięki
Zeszytom komiksowym przekonaliśmy się, iż widoków na podobną instytucję w naszym kraju brak. Zastępują ją ludzie-instytucje. To jeszcze trochę za mało, by mówić o rozwiniętej czy nawet rozwijającej się komiksologii. Ale lepsze to, niż nic."
Dziś obawiam się, że jest jeszcze gorzej. Nie ma dla kogo pisać. Czytelnicy i twórcy komiksów nie interesują się bardziej naukowym podejściem do swojego hobby. W kraju, w którym i jednych, i drugich nie mamy w nadmiarze, grupa odbiorców jest – siłą proporcjonalności – niewielka. Naukowcy zaś, rekrutujący się z rozmaitych dziedzin, nie udzielają się na co dzień w Internecie i nie konfrontują jego bywalców ze swoimi refleksjami, prowokując do żywej dyskusji. Sama lektura niniejszej recenzji wskazuje co najmniej kilka tematów, które mogłyby doczekać się wymiany zdań. Polemiczny zapał gasi przewidywany czas oczekiwania na odpowiedź.
Błędne koło powraca
Michał Błażejczyk, we wspomnianej wyżej recenzji antologii tekstów z sympozjum komiksologicznego, tak pisze o relacji Sympozjum-środowisko fanów komiksu:
"Brak zainteresowania środowiska sympozjalną komiksologią można tłumaczyć wielorako, zaczynając od tego, że tematyka ta jest mało medialna i z zasady trudna w odbiorze […] Brak ten idzie zresztą w parze ze Skrzypczyka (Krzysztofa Skrzypczyka, organizatora sympozjum – przyp. rep.) brakiem zainteresowania nie tylko środowiskiem, ale również możliwościami niesionymi przez współczesne technologie medialne, głównie Internet. Komiksowa subkultura funkcjonuje dzisiaj w Sieci, zaś Sympozja (i, szerzej, komiksologia) są tam praktycznie nieobecne." W tej chwili niemal to samo można powiedzieć o relacji
Zeszyty Komiksowe-środowisko fanów komiksu. Nawet jeśli nie jest to świadomie celowe, efekt pozostaje taki sam.
Zeszyty robią to, czego Sieć nie zapewnia: za sprawą druku wyróżniają i ocalają od zapomnienia. Działają jak Watykan – wolno, ale z namysłem. Ta wielka zaleta jest zarazem wadą, gdyż prasa powinna także żywo reagować i wywoływać żywe reakcje (zwłaszcza gdy redakcja ma takie ambicje). A na to nie pozwala tryb wydawniczy i błędne koło się zamyka.
Czy istnieje szansa na połączenie tych dwóch żywiołów? Dla dobra misji
Zeszytów byłoby dobrze, gdyby okazało się to możliwe.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...