Nadchodzą dobre czasy
Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Wydawnictwo Egmont, by tak rzec, się rozbestwiło. Odpowiedzialni za powrót komiksów gwiezdnowojennych do naszego kraju, najwidoczniej dzięki pozytywnej reakcji fanów, czują się na rynku coraz pewniej. Nic dziwnego zatem, że od kilku miesięcy czytelnicy raczeni są kolejnymi perełkami ze świata starwarsowych powieści graficznych.
Ostatnimi czasy sporo zainteresowania wzbudziły zapowiedzi wydawnictwa na najbliższe miesiące. Najistotniejsza z nich to rozpoczęcie kolejnej dużej, i co ważniejsze aktualnej, serii –
Dark Times. Jest to bez wątpienia zła wiadomość dla fanów
Knights of the Old Republic, gdyż
Legacy i
Dark Times raczej nasycą rynek (przynajmniej na czas dłuższy) i na pojawienie się w Polsce opowieści ze Starej Republiki już raczej bym nie liczył. Tak drastyczne sondowanie głębokości portfeli fanów mogłoby się skończyć niewesoło nie tylko dla
KotORa, ale i pozostałych pozycji Egmontu. Szczególnie, że potencjalną konkurentką dla
Knights of the Old Republic jest świeża
Invasion, opisująca wydarzenia znane z
Nowej Ery Jedi. Decyzja wydawnictwa jest jednak zrozumiała i słuszna z dwóch względów.
Dark Times zaserwowało swoim czytelnikom, i to zaraz na początku, jedną z najlepszych bez wątpienia komiksowych miniserii od dłuższego czasu.
The Path to Nowhere charakteryzowała się wszystkimi cechami, jakie winien posiadać dobry komiks z gwiezdnowojenny. Ponadto, od swojej premiery w Stanach Zjednoczonych, która odbyła się prawie trzy lata temu, dzięki licznym obsuwom
Mroczne czasy nie zaszły wcale tak daleko i łatwo będzie nadrobić zaległości.
Knights of the Old Republic dla odmiany ma już na swoim koncie 42 zeszyty, a z poziomem bywało różnie –
KotOR rozpoczął solidnie, z czasem staczając się jednak niemal na dno, co mogłoby negatywnie odbić się również na polskiej sprzedaży.
Dark Times zaliczyło do tej pory tylko jedną wpadkę, z której twórcom zapewne uda się wyciągnąć wnioski.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Czerwiec już za nami, więc wielu z Was już pewnie zauważyło, że w kioskach i EMPiKach nabyć już można kolejny numer
Star Wars Komiks. W nim znajdziemy jak zwykle trzy komiksy, w tym jeden, zgodnie z opisaną wyżej zasadą, bez wątpienia powinien wzbudzić emocje. Lojalność to nie grzech, jedną z lepszych opowieści w ramach niezbyt porywającej serii
Empire, recenzowaliśmy już w
tym miejscu.
Obok niej czekają na Was jeszcze w tym zeszycie dwie historie opowiadające o rycerzach Jedi. Tytuł dłuższej z nich,
Opowieść Yaddle: Istota z podziemi, mówi sam za siebie. Główną bohaterką jest krajanka Yody, której dalsze losy w Zakonie ważą się na zebraniu Rady Jedi. Yaddle, z powodu przedwczesnego zjednoczenia się z Mocą jej mistrza, nie ukończyła szkolenia, a po oswobodzeniu się ze stuletniej niewoli nie wzbudza zaufania w części członków Rady. Chcąc przekonać pozostałych, Even Piell opowiada o przejściach zielonej Jedi, heroizmie, jakim się wykazała i… bądźmy szczerzy: schemat na schemacie, schematem pogania. Konwencjonalna, przesłodzona historia o typowym bohaterze, zwalczającym przeciwności losu, więzionym, poniżanym, a mimo to wykazującym się miłosierdziem zwłaszcza wobec oprawców… Wszystko to sprawia, że komiks ciężko się czyta już po pięciu stronach. Nie pomaga też warstwa graficzna. Kreska Jesusa Saiza jest uproszczona i mimo, że rysownik z czasem się "rozkręca", nie udaje się uratować sytuacji. Trochę lepiej wypada praca doświadczonego kolorysty Dave'a Nestelle'a – szczególnie przy fragmentach, gdzie królują ciemniejsze barwy, udało się wykrzesać z opowieści nieco klimatu.
Co miesiąc do dwóch dłuższych historii dołączany jest jeden
short – w czerwcu w tej roli występuje
Lekcja. Sześciostronicowa opowiastka wprost z areny Geonosis zawiera sporo akcji (a jakże by inaczej), jednak kilka retrospekcji nadaje jej również charakter refleksyjny. Komiks sprawia wrażenie szkolenia Jedi w pigułce, co nadaje mu nieco oryginalności. Dobrze wypada warstwa graficzna, będąca swego rodzaju kontrastem dla tego, co widzieliśmy w poprzedniej opowieści. Cechuje ją podobna prostota, jednak tym razem twórcom udało się to obrócić na swoją korzyść. Plansze są dynamiczne, lecz przejrzyste i klarowne. Spowodowane jest to również tym, iż nie próbowano żadnych ekstrawaganckich zagrywek; może poza retrospekcjami, utrzymanymi w wymownym "brązowym" klimacie starych fotografii.
Na ostatniej stronie
Star Wars Komiks #10 mamy natomiast zapowiedź drugiej z nowych publikacji Egmontu, który od 30 czerwca umożliwił fanom nabycie specjalnego wydania czasopisma, w którym znalazła się całkiem niezła opowieść pt.
Bitwa o Jabiim z serii
Republic. Warto nadmienić, że nie jest to pojedynczy "wyskok", publikacja będzie wychodzić co kwartał, a to może oznaczać same dobre rzeczy. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że w ramach
Star Wars Komiks pojawiają się ciekawe
one-shoty, jednak nie wszystko można zmieścić na 48 stronach zwykłego wydania. Dołożenie kolejnego, choć rzadziej ukazującego się wydawnictwa, daje powody by oczekiwać bardzo dobrych w oryginale dwu-, trzy-, a nawet czterozeszytowych pozycji, zwłaszcza ze słynnej
Republic.
Czerwiec zdecydowanie obfitował w dobre nowiny dla fanów komiksu z uniwersum
Gwiezdnych wojen.
Star Wars Komiks #10 nie schodzi poniżej ustalonego przez poprzednie publikacje poziomu i dostarczy kolejnej porcji dobrej starwarsowej rozrywki. Inne wieści nastawiają jeszcze bardziej pozytywnie – zapowiedź solidnego kwartalnika i
Dark Times na horyzoncie powinny przynieść szerokie uśmiechy na twarze wszystkich.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...