Prognoza przedmeczowa
Autor:
Maciej 'repek' Reputakowski

Maj był dla wydawnictwa Mandragora miesiącem szczególnym. W czasie gdy reprezentacje piłkarskie z całego świata przygotowywały się do zaskoczenia rywali na boiskach w Niemczech, w wypełnionej zazwyczaj amerykańskimi zeszytówkami ofercie pojawiły się aż trzy pozycje z Dalekiego Wschodu.
Samotny Wilk i Szczenię to klasyka mangi, na którą wreszcie się w Polsce doczekaliśmy. Tymczasem manhwy (koreańskie odpowiedniki mang)
Chonchu i
Yongbi stanowią wyprawę w nieznane, eksploatowane dotychczas głównie przez Kasen koreańskie rejony. Oba tytuły nie zgłaszają artystycznych pretensji, chcą być rozrywką na dobrym poziomie i walczą tym samym o uznanie w oczach tej samej grupy czytelników. Który z nich zostanie ustawiony o półkę wyżej? Tak jak przed meczem piłkarskim analizuje się dobre i złe strony rywali, tak i my spróbujmy się przyjrzeć atutom pierwszych tomów obu serii.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Skład
Dobór głównych bohaterów znamionuje dwie diametralnie różne filozofie tworzenia cyklów komiksowych.
Yongbi to taki koreański Lucky Luke, realizujący model "wojownik i jego wierny wierzchowiec". Akcja obraca się wokół przygód młodego łowcy nagród. Jego oręż stanowią niewyparzony język i absolutne przekonanie o własnej wartości. W takim kontekście rzeczywiste (choć wysokie) umiejętności walki schodzą na dalszy plan. Liczy się przede wszystkim tytułowa postać oraz jej bezpretensjonalny kontakt z otoczeniem, również płci pięknej. Im więcej sztuczek, tym lepiej.
W odróżnieniu od gwiazdorskiego, opartego na dwóch
galacticos zespołu rywala,
Chonchu stawia na grę drużynową. Aby dać to fanom jasno do zrozumienia, autorzy równo z pierwszym gwizdkiem wprowadzają do fabuły całe zastępy bohaterów. Z biegiem czasu czytelnik będzie mógł poznawać ich – zapewne rozbudowane – życiorysy, a na wypadek śmierci kolegi przygotowana jest cała ławka rezerwowych, którzy czekają na swoje pięć minut. Wśród tłumu przypakowanych jegomościów błąka się mroczny młodzian i realizuje model "wojownik z trudnym dzieciństwem". Gra ostro, brutalnie, daleko poza granicą faulu.
Styl
Czytając nowe mangi Mandragory jedną po drugiej, można poczuć się jak bohater
Star Treka. Zamykając jeden tomik i otwierając drugi, niemalże słyszy się sakramentalne
Beam me up, Scottie, a po chwili zmienia się czas, przestrzeń i rzeczywistość.
Yongbi to komedia,
Chonchu zawiera sporo elementów horroru. Jak to ma często miejsce w przypadku wschodnich produkcji, ostre wyznaczenie konwencji jest dość trudne, lecz obie serie z pewnością wpisują się w nurt klasycznego komiksu drogi. Drogi, na której bohaterów spotykają niezliczone przygody, a całość pływa w sosie estetyki fantasy.

Przeskok między realiami komiksów Moon Jung Hoo i Kim Sung Jae jest jak oglądanie spotkania Brazylia-Włochy. Po jednej stronie boiska podziwiamy autentyczną radość z gry oraz niepohamowaną potrzebę stwarzania dystansu do tego, co się robi. Karykaturalne ukazywanie typów postaci komiksowych, żarty z cenzury zakazującej ukazywania nagości, jednoplanszowe wstawki – wszystko stanowi pretekst do wzbudzania śmiechu. Gdy do ataku rusza przeciwnik, musimy przestawić się na styl wysoki i ponurą powagę. Jeśli nie przyjmie się tego założenia, nadekspresywna pompatyczność dialogów i nadmuchane patosem sceny źle wpłyną na wrażenie. Czy można kibicować komuś grającemu tak nieefektownie? Na szczęście w Polsce wysysa się tę zdolność z mlekiem matki.
Pomysł na grę
A skoro o kibicowaniu mowa, z nim jest jak z miłością. Nie dopinguje się zespołu za coś, ale mimo czegoś, czyli mimo porażek. Jeśli nawet w
Yongbi lub w
Chonchu znajdą się jakieś elementy psujące odbiór, można mieć nadzieję, iż w przyszłości (czytaj: w następnych częściach) będzie lepiej. W komediowych przygodach konia i jego chłopca wszystko zależy od jakości przyszłych pomysłów. Cykl nie jest dotychczas oparty na historii bohatera. Yongbi przejmuje raczej wątki fabularne od postaci z otaczającego go świata i podąża za nimi. Jeśli przygody będą ciekawe, humor nie przestanie nudzić. W sadze o synu demona zadecyduje realizacja. Historii o twardzielach, którzy są okrutni i nieprzystępni, bo muszą wszystkim udowodnić, że się co do nich mylą, pojawiło się sporo. Jedynie inteligentna koncepcja rozwoju tego pomysłu pozwoli serii wybić się ponad przeciętność.
Yongbi, głównie dzięki lżejszej estetyce i tematyce, może w pierwszym odbiorze wydawać się bardziej przystępny od
Chonchu. To spory kapitał, który jednak łatwo roztrwonić, jeśli odpuści się rywalowi. Póki co, jest 1:0. Zaczyna się druga połowa.
Recenzja Yongbi #1 w serwisie Tanuki.pl
Waszym zdaniem...