Wysoki koń
Autor:
Maciej 'repek' ReputakowskiRedakcja: Michał 'ShpaQ' Laszuk

Wydawane regularnie albumowe serie polskich autorów można policzyć na palcach jednej ręki drwala. Takich w twardej oprawie i na kredowym papierze, jeśli nie liczyć wznowień
Jeża Jerzego, próżno by szukać w zakamarkach pamięci. Tymczasem wydawnictwo Pro-Arte przedstawiło plan iście kaskaderski: zbudowanie kilkunastotomowej sagi, której akcja będzie toczyć się w kosmicznej scenerii. Całość ma zostać podzielona na trzy cykle po pięć części każdy; znamy już tytuły pierwszych z nich. Licząc, iż wydawcy uda się utrzymać tempo jednego albumu na rok, finał opowieści poznamy po roku 2020. Tak dalekosiężnej perspektywy nie przedstawił do tej pory w Polsce nikt.
Biocosmosis tylko powierzchownie przypomina
Technokapłanów, dzieło Alessandro Jodorowsky’ego. Zakon Emnichów ma niewiele wspólnego ze stechnizycowaną sektą, dąży do innych celów, a jego członkowie to "ci dobrzy", z którymi ma związać się czytelnik. Scenarzyście, Edvinowi Volinskiemu, bliżej do pochodzącego z Chile twórcy w sferze tekstu, choć i tu różnice są wyraźne. Obaj wprowadzają do języka opisującego świat wiele neologizmów. Jodorowsky tworzy je, dodając do słów przedrostki związane z technicyzacją lub negując tradycyjnie przypisane im cechy i uzyskuje efekt wypaczenia źródłowego słowa (
technoamen,
boska ciemność). Volinski przekształca znane wyrazy tak, iż te brzmią egzotycznie, opierając się niekiedy na rdzeniach pochodzących z języków obcych (
preventorianie,
planetard,
kosmoracja,
guberion).
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Dodajmy jeszcze galaktyczną skalę, w jakiej rozgrywa się opowieść i na tym podobieństwa z
Technokapłanami się kończą. Jodorowsky stworzył historię opartą na symbolach, bawiąc się przetwarzaniem znanych motywów mitycznych.
Biocosmosis to komiks przygodowy, z polityczną intrygą w tle, jak dotąd skupiający się na losach jednego bohatera, a nie całego wszechświata. Enone, centralna postać albumu, wykonuje swoją misję i stara się nie paść ofiarą spisku. Jako wzorowy przedstawiciel zakonu Emnichów dysponuje nadnaturalnymi zdolnościami, lecz wyróżnia się przy tym opanowaniem i umiarem.
Te cechy, choć zapewne godne naśladowania, sprawiają, iż Enone nie jest bohaterem, z którym łatwo się utożsamić. Stoickie podejście do otaczającej rzeczywistości sprawia, iż jego poczynaniom brakuje emocjonalności, która mogłaby nieco "podkręcić" dramaturgię wydarzeń. Emnich wychodzi ze swoich prób zwycięsko, a w imię dobra, któremu służy, nie musi niczego poświęcać, nie ponosi żadnej straty.
Nikodem Cabała i Grzegorz Krysiński podjęli się trudnego zadania stworzenia kostiumu odpowiedniego dla kosmicznej sagi. Na tym polu dość trudno o odkrywcze pomysły, a sporym wyzwaniem okazuje się często sama umiejętność obracania się w związanym z tą estetyką kanonie. W pierwszym tomie
Biocosmosis na słowa uznania zasługuje przede wszystkim okładka. Sugestywnie wprowadza w klimat opowieści, a w zestawieniu z zapowiadaną oprawą tomu drugiego pokazuje, iż jest to przemyślana graficznie kompozycja. Zadbano również o
design symboli i kostiumów - kształt hełmów preventorian zapada w pamięć prostym, mocnym ornamentem. Szkoda, iż tych nowatorskich elementów, które budują charakter świata, jest stosunkowo mało. Pozostałe dość gładko wpisują się w klasyczny sztafaż science fiction, czasem niebezpiecznie zbliżając się do kalek znanych wzorów: Noktoorn, z którym walczy Enone, do złudzenia przypomina Predatora.
Większość kadrów komiksu spowija ciemność. W wielu przypadkach jest to naturalna konsekwencja umieszczenia akcji w mrocznym pomieszczeniu, lecz czasem przytłumienie kolorystyki udziela się scenom, które lepiej wypadłyby w ostrzejszym świetle. Mimo tego Cabała wyjątkowo dobrze czuje się właśnie w pełnostronicowych, majestatycznych scenach z emnichami w rolach głównych, a scenariusz wychodzi naprzeciw jego oczekiowaniom. Trochę gorzej jest z dynamiką zwykłych scen dialogowych, w których gesty postaci wydają się nieco zbyt wystudiowane, brak im lekkości. W ramach rekompensaty autorzy proponują kilka efektownie poprowadzonych scen walki.
Jak spadać, to z wysokiego konia, mówi przysłowie skierowane do ambitnych. Twórcy, a przede wszystkim wydawcy,
Biocosmosis zawiesili sobie poprzeczkę wysoko i będą musieli dobrze się skoncentrować, by jej nie zrzucić w kolejnym skoku. Czas i dalszy, nieunikniony rozwój umiejętności sprawią przy tym, że wymagania (stawiane sobie samym) jeszcze wzrosną. W takiej perspektywie o bolesny upadek nietrudno. Miejmy nadzieję, że ekipa Pro-Arte jest dobrze przygotowana do podjęcia tego ryzyka.
O komiksach na blogu Macieja 'repka' Reputakowskiego
Waszym zdaniem...